- No tego to się nie spodziewałem.. - Szepnął wdychając świeże powietrze.
Przed nim stał duży basen z krystalicznie czystą, niebieską wodą. Wpadała do niego ogromna zjeżdżalnia z wieloma zakrętami. Basen miał jeszcze kilka innych udogodnień, ale Ślizgon już na nie nie patrzył. Bez słowa zdjął ciuchy i w samych bokserkach wskoczył do przyjemnie chłodnej wody.
- Przydałaby się jeszcze tylko butelka Ognistej i jakaś laska.. - Rozmarzył się blondyn.
Jak na zawołanie tuż za nim wyrosło nagle jacuzzi dla około 8 osób, a obok niego kolejny barek. Czy McGonagall chciała ich upić?!
Nagle usłyszał swoje nazwisko spod bulgotania bąbelków. Obrócił się o 360 stopni, ale nikogo nie zauważył. Wołanie powtórzyło się, ale jakby głośniej. Postanowił to sprawdzić. Wyszedł z wody i wszedł do dormitorium.
- Malfoy.? Gdzie jesteś..? - Zapytał niepewny głos z łazienki. Czyżby Granger go szukała?
- Tutaj kotku! - Zawołał sarkastycznie.
Po chwili z toalety wynurzyła się wielka szopa, a chwilę później cała czerwona ze wstydu Hermiona. Draco z trudem powstrzymał parsknięcie śmiechem.
- Nigdy więcej tak do mnie nie.. - Nagle jej twarz zastygła w bezruchu. - Ma-alfoy.. T-ty.. Cze-mu..T-ty.. A-ale..-J-jak..-C-co..-U-ubierz..Się..
Dopiero po chwili spostrzegł o co chodziło dziewczynie. Wytrzeszczonymi oczami patrzyła na jego umięśniony tors. Spływające po nim kropelki wody dodawały mu jeszcze bardziej seksownego wyglądu.
- No proszę, proszę, Granger! Wystarczy, że zdejmę koszulkę, a ty już na mnie lecisz!
Gryfonka potrząsnęła gwałtownie głową, pozbywając się natłoku myśli.
- W twoich snach, Malfoy. Po prostu byłam zdziwiona dlaczego jesteś w samych bokserkach i czemu jesteś taki mokry..?
Pchnięty jakimś impulsem złapał ją za rękę i poprowadził w stronę drzwi. Dziewczyna uchyliła je i od razu poczuła zapach świeżego powietrza. Był już późny wieczór i basen rozświetlały czerwone lampiony. Przeszła po białych kafelkach i dotknęła stopą wody. Była idealna.
- Malfoy, tu jest..Tu jest cudownie! - Krzyknęła obracając głowę w stronę chłopaka. Pierwszy raz widziała na jego twarzy uśmiech. Prawdziwy uśmiech. Nie sztuczny, wymuszony czy ironiczny. Prawdziwy, szczery uśmiech.
- Sam nie wiem czemu się pytam, ale co ty na to abyśmy zrobili tu dzisiaj małą imprezkę powitalną? - Zapytał Ślizgon unosząc do góry jedną brew.
- Wiesz, czasem to jednak masz rację. Idź po resztę, a ja się przebiorę.
I pobiegła po mokrych kafelkach wywracając się przed samymi drzwiami. Natychmiast wstała i ruszyła dalej. Nie minęło kilka sekund kiedy Draco znów usłyszał jak upada. Prawdopodobnie wleciała na krzesło. Tym razem już nie wytrzymał i parsknął śmiechem.
*****