wtorek, 25 sierpnia 2015

2. Wszystko jest nie tak

Miała ochotę trzasnąć drzwiami. Szanowała McGonagall, ale to, że dyrektorka przydzieliła ją do jednego dormitorium z Malfoy’em to było już trochę za dużo.
- I co się szczerzysz, idioto?! – Wrzasnęła na idącego obok niej Ślizgona. Blondyn uśmiechnął się jeszcze bardziej.
- Nie złość się, Granger, złość piękności szkodzi, a ty nie masz jej zbyt dużo, więc musisz oszczędzać. – Odparł chłopak. Hermiona prychnęła pogardliwie.
- Powiedziała fretka.
Draco momentalnie przystanął. Nienawidził gdy ktoś mu o tym przypominał.
- Co powiedziałaś?! – Zapytał ostro spoglądając na Gryfonkę. Teraz to on był wściekły, a ona rozbawiona.
- Ależ Dracusiu! Jesteś taką słodką fretką.. twoja puszysta biała sierść.. a w ogóle to jak było w gaciach Goyla? – Mina Ślizgona była bezcenna. Hermiona uwielbiała się z nim droczyć i go denerwować. Nie przepuści takiej okazji. – Chciałbyś do nich wrócić? Do pięknych różowych majcioszek Gregory’ego?
Malfoy zacisnął mocno pięści i wziął głęboki wdech. Nie da się jej sprowokować. Nie teraz.
- Czyżbym powiedziała coś złego? Aż tak polubiłeś te widoki? Jesteś cały czerwony na twarzy! Czy ja o czymś nie wiem..?
Tego było już za wiele. Ślizgon wybuchł.
- OGARNIJ SIĘ NIEWYŻYTA KOBIETO!!!
Gryfonka zachichotała, a Draco zaczął obmyślać plan zemsty.
- Jak tam z Ronusiem? – Spytał niby od niechcenia. Uśmiech zszedł z twarzy Hermiony.
- Nic ci do tego, Malfoy. – Wycedziła.
- Jak się zabezpieczyliście, bo chyba nie usunęłaś ciąży?
Sens tych słów chwilę później dotarł do Hermiony. Popatrzyła na niego z oburzeniem, ale zarumieniła się uroczo.
- Jak ś-śmiesz! Ja jestem dziewicą..! – krzyknęła odwracając głowę. Nie chciała żeby Malfoy zobaczył jej rumieńce.
- Nie kłam Granger. To nie możliwe, że w wieku 18 lat jeszcze tego nie robiłaś. Ja swój pierwszy raz odbyłem na początku trzeciego roku. – Ślizgon dumnie wypiął pierś. – Ale wiesz, ja jestem już doświadczony, więc jeśli chciałabyś zobaczyć jak to jest to..
- Zamknij się. – Przerwała mu szybko Hermiona, oburzona wizją dalszej propozycji chłopaka. Ruszyła przed siebie, zostawiając chłopaka w tyle.
- No przecież żartowałem, kotku. – Draco dogonił ją szybko i bez zbędnego gadania przygwoździł do ściany. Nie doceniał jednak możliwości  Gryfonki, która błyskawicznie wyjęła różdżkę i jednym zaklęciem odepchnęła go od siebie na tyle mocno, że wylądował na ziemi. Usiadł obolały łapiąc się za głowę, a Hermiona nie wytrzymała i parsknęła śmiechem. To był błąd. Blondyn złapał ją za kostkę i runęła jak długa. Na szczęście (lub na nieszczęście) wylądowała na nim. Byli tak blisko siebie, że prawie stykali się nosami.
- Yy.. to ja może nie będę przeszkadzać.. – Usłyszeli niepewny głos. Odskoczyli od siebie jak oparzeni i wstali otrzepując szkolne szaty.  Ich wzrok od razu padł na niewiarygodnie wysokiego i chudego ucznia. Plakietka na jego szacie wskazywała na to, że jest Prefektem Slytherinu
- To nie tak jak myślisz! Ja z nim nic nie robiłam..! -Zaczęła Gryfonka. Chłopak uśmiechnął się lekko.
- Spokojnie, kobieto, nie panikuj. Przecież nikomu nie powiem. A tak w ogóle to jestem Theodore Nott. – Powiedział Ślizgon.
- H-Hermiona.. Hermiona Granger.. – Szepnęła z przerażeniem dziewczyna co wywołało szerszy uśmiech na twarzy Theodora.
- Nie bój się, przecież nic ci nie zrobię. – Zaśmiał się.
- Przepraszam, po prostu..
Ich niezwykle interesującą rozmowę przerwało znaczące chrząknięcie. Spojrzeli w kierunku Malfoya. Właściwie to oboje na chwilę zapomnieli o jego istnieniu.
- Cześć Draco! Nie zauważyłem cię wcześniej.. – Mruknął brunet.
- A niby na czym według ciebie leżała Granger? – Zapytał z ironią.
- Myślałem, że to jakaś wielka, gruba poduszka..
- Sugerujesz, że jestem otyły?!
- No niby nie, ale muszę przyznać, że powoli obrastasz tłuszczykiem..
- Ja?! Ja jestem idealny pod każdym względem!
- Niestety przyjacielu muszę cię zmartwić..
- Nott, nawet mnie nie prowokuj!
- No dobra.. Ale nie bocz się, przecież wiesz, że żartowałem.
- Twoje żarty powoli mnie wykańczają..
- Oj przestań. Jesteś taki niziutki…
- Chłopie ja mam ponad 180 cm wzrostu! Ty to uważasz za mało?!
- No wiesz.. sięgasz mi niewiele ponad ramię..
- Mam was dosyć!
- Hej Draco poczekaj!
- No i wtedy wbiegł wściekły do przedziału dla Prefektów i dalej już wiesz. – Dokończyła Hermiona.
- Serio ten Nott jest taki wysoki? – Zapytała Ginny, lecz zamiast odpowiedzi przyjaciółki usłyszała głos dyrektorki.
- Proszę o ciszę! – Krzyknęła czarownica, a w Wielkiej Sali zaległa cisza. – Sądzę, że wszyscy już zjedli kolację. Jutro macie normalne zajęcia, więc czas do łóżek. Szczególnie wy pierwszoroczniacy. Prefekci poszczególnych domów odprowadzą młodszych uczniów do ich dormitoriów i wrócą tutaj. Tylko szybko, w miarę możliwości.
Uczniowie Gryffindoru z lekkim ociąganiem wstali z ław i ruszyli za Hermioną. Dziewczyna poprowadziła ich do Pokoju Wspólnego, jeszcze raz powtórzyła hasło jakby ktoś zapomniał i razem z Ginny i Harrym wróciła do Wielkiej Sali. Tuż za nimi wpadli zdyszani Krukoni.
- Brawo!  Zaskakująco szybkie tempo. Proszę za mną. – Mruknęła McGonagall wychodząc z Sali. – Jak pewnie już wiecie, Wy, prefekci, macie osobne dormitoria z wieloma udogodnieniami. Mieszczą się one na trzecim piętrze. W prawym skrzydle będzie Hufflepuff i Ravenclaw, a w lewym Slytherin oraz Gryffindor. Wyjątkiem będzie panna Lovegood. Zamieszka pani w dormitorium z panną Weasley i panną Parkinson. Już jesteśmy. – Dyrektorka wskazała na sporych rozmiarów obraz przedstawiający borsuka i krążącego nad jego głową orła. – Krukoni i Puchoni proszę do środka. Ufam w waszą inteligencję i mam nadzieję, że nie będzie żadnych kłótni o to kto z kim zamieszka. Hasło możecie wymyśleć sobie sami. Gryfoni, Ślizgoni i Lovegood  za mną. O to wasze nowe dormitorium, a raczej wejście do niego.
Hermiona zachłysnęła się z wrażenia. Wejście do dormitorium Puchonów i Krukonów było bardzo ładne, ale było zdecydowanie mniej efektowne od tego. Po lewej stronie wejścia był posąg ogromnego węża, trochę podobnego do węża Voldemorta, Nagini. Zaś po prawej stronie mieścił się posąg wielkiego lwa. Nad posągami znajdowały się dwie pochodnie, co dopełniało trochę mroczny, ale zachwycający klimat. Gryfonka podeszła bliżej i wtedy stało się coś zupełnie nieoczekiwanego. Posągi nabrały kolorów i ruszyły w stronę dziewczyny. Lew stanął na tylnych łapach i zaryczał ukazując ostre jak brzytwa kły, a wąż zasyczał tak nie przyjemnie, że Luna zatkała sobie uszy. McGonagall uniosła dłoń i nagle wszystko ustało.
- O cholera, co to było?! – krzyknął Draco. Dyrektorka popatrzyła na niego z politowaniem.
- Przyzwyczai się pan, panie Malfoy.
- No chyba nie! Jeszcze chwila, a te stworzenia rozszarpałyby nas na kawałeczki!
- Przesadzasz Malfoy. Za kilka dni posągi się do was przyzwyczają. Prawda Mruczusiu? – McGonagall podeszła do wielkiego kota i podrapała go po nosie. Lew zamruczał ‚słodko’ co wywołało drgania podłoża. – Zapraszam do środka.
Pokój Wspólny utrzymany był w zielono-czerwonych barwach. Nie było w nim nic specjalnego oprócz tego, że miał barek, małą biblioteczkę i oczywiście był większy od tego w wieży Gryffindoru. Kilka foteli, dywan, stolik. Nic szczególnego. Dyrektorka podeszła do ładnych, drewnianych drzwi po lewej stronie kominka.
- Parkinson, Weasley i Lovegood rozgośćcie się, proszę. Oto wasz nowy pokój. – Mruknęła. – A ty gdzie się wybierasz, Zabini? Dormitorium dziewcząt to nie jest atrakcja turystyczna!  Zbok jak nic..
Uczniowie zaśmiali się cicho z ostatniego zdania McGonagall. Ona sama była pewna, że Prefekci niczego nie usłyszeli.
- Tam ulokuje się Potter, Nott i Zabini. – Dyrektorka wskazała na równie ładne drzwi obok dormitorium dziewczyn. – Będziecie dzielić łazienkę z dziewczynami.
Gdy tylko starsza czarownica odwróciła się, Zabini poruszył sugestywnie brwiami spoglądając na najmłodszą latorośl Weasleyów. Ginny pokręciła z politowaniem głową, po czym pokazała Ślizgonowi środkowy palec i odwróciła się bezceremonialnie. Pansy posłała w stronę kolegi współczujące spojrzenie. Wiedziała, że ruda Gryfonka już od dawna mu się podobała, ale chłopak nie miał odwagi do niej zarwać, kiedy chodziła z Potterem.
- A to jak mam rozumieć to dormitorium Prefektów Naczelnych? – Zapytała Hermiona wskazując na ostatnie drzwi naprzeciwko wejść do pokoi normalnych Prefektów.
- Tak panno Granger. Powiem tylko, że w środku czeka Was pewna niespodzianka. To by było na tyle. Dobranoc. – Dyrektorka szybko wyszła z pomieszczenia podrapawszy wcześniej Mruczusia.
W Pokoju Wspólnym nastała krępująca cisza.
- Proponuję, aby wszyscy zapoznali się ze swoimi nowymi dormitoriami, a później przyszli do pokoju Prefektów Naczelnych. Jeśli mamy mieszkać razem przez najbliższy rok szkolny, może wartałoby trochę lepiej się poznać? – Zaproponowała Hermiona przerywając ciszę, na co reszta Prefektów bez słowa weszła do swoich pokoi.
Gryfonka przetarła twarz rękoma, po czym również udała się do nowego dormitorium. Nie widziała jednak nigdzie Malfoya.
*****
Nie miał zamiaru słuchać monologu McGonagall. Gdy tylko weszli do Pokoju Wspólnego nie zauważony przez nikogo przekradł się za plecami dyrektorki i wślizgnął się do jakiegoś pomieszczenia. Tak jak myślał było to dormitorium Prefektów Naczelnych. Na wprost wejścia wesoło trzeszczał kominek. Obok kominka stały dwa miękkie fotele: zielony i czerwony. Nie trudno było się domyśleć, który był który. Podłoga była wykonana z ciemnych paneli. Na środku pokoju leżał dość duży, mięciutki dywanik z długimi włóknami. Jedna połowa była zielona, a druga czerwona.
- I to ma być integracja.. – Mruknął pod nosem blondyn.
Po prawej stronie kominka stały drzwi z ciemnego drewna co dobrze współgrało z resztą pomieszczenia. Na środku umieszczony został mały herb Gryffindoru. Po lewej stronie były takie same drzwi tylko z herbem Slytherinu. Nie trzeba było się zbytnio wysilić, aby domyśleć się, że to sypialnie. Po stronie sypialni Granger stały kolejne, tym razem białe drzwi. Ślizgon postanowił, że później obejrzy łazienkę. Jego uwagę przykuły natomiast drugie drzwi po zielonej stronie pokoju. Podszedł do nich i stał tam kilka sekund tocząc bitwę z samym sobą. W końcu nacisnął klamkę. Widok jaki zastał w środku zaparł mu dech w piersi.

piątek, 21 sierpnia 2015

1. Zakład

Draco powolnym krokiem zmierzał w stronę pociągu do Hogwartu. Do odjazdu zostało jeszcze jakieś 10 minut, więc nie spieszył się zbytnio. Zaczął rozglądać się po stacji w poszukiwaniu przyjaciół. Usłyszał nagle dobrze znany mu, przyjazny, damski głos.
- Szukasz kogoś?
Odwrócił się szybko i lekko uśmiechnął.
- Owszem. Widziałaś może gdzieś niską, czarnowłosą Ślizgonkę? Nazywają ją Parkinson.
Pansy pokręciła z rezygnacją głową, lecz po chwili uśmiechnęła się serdecznie i przytuliła blondyna.
- Muszę przyznać, że bardzo się za tobą stęskniłam – powiedziała puszczając przyjaciela.
- Ja za tobą też – odparł Malfoy. – Widziałaś gdzieś Blaisa?
- O to stawia się Zabini, na każde twoje wezwanie panie.
Draco zamknął oczy i wziął głeboki oddech.
- ILE RAZY MAM CI DO CHOLERY POWTARZAĆ ŻEBYŚ NIE WYRASTAŁ NAGLE SPOD ZIEMII !!
- Przepraszam, stary, ale nie mogłem się powstrzymać – zachichotał ciemnoskóry Ślizgon – A poza tym to gratulacje. Wiedziałem, że to ty zostaniesz nowym Prefektem Naczelnym.
- Bardzo śmieszne, Blaise – sarknął Malfoy.
- No nie mów, że nie wiesz! – Tym razem odezwała się Parkinson.
- Niby czego?
- Że jesteś nowym Prefektem Naczelnym!
- Ale ja nim nie jestem, Pansy!
- Jesteś.
- Nie.
- Jesteś.
- Nie.
- Palant.
- Idiotka.
- Głupek.
- Debilka.
- Rozpuszczony bachor.
- Durna paniusi..
Nagle ktoś wpadł z impetem na blondyna przerywając tym samym jego kłótnie z Pansy. Ślizgon zachwiał się lekko, ale nie upadł. Gorzej było z drugą osobą. Odbiła się od niego i przewróciła.
- Uważaj jak chodzisz – warknął Malfoy.
- To ty na mnie wpadłeś idioto! – Krzyknęła nieznajoma otrzepując ubranie. Chłopak od razu ją rozpoznał. To była Granger. – A dla twojej informacji, Parkinson, to ja jestem teraz nową Prefekt Naczelną.
- Chyba w twojej głowi.. – Zaczęła Ślizgonka, ale ktoś brutalnie jej przerwał.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale pociąg za chwilę odjeżdża – odezwała się zza ich pleców McGonagall. Miała surowy wyraz twarzy, a jej usta zamieniły się w wąską krechę. – Na co się tak gapicie? Pociąg odjeżdża!
Ślizgoni wbegli do pierwszego lepszego wagonu i skierowawszy się w stronę przedziału dla Prefektów zaczęli narzekać na dyrektorkę.
- Nie rozumiem o co tyle hałasu. Pani profesor po prostu poinformowała nas, że ekspres już rusza i żebyśmy wsiedli. Powinniście grzecznie jej podziękować, a nie..
- Utkaj się, Granger! Mam gdzieś tą twoją bezsensowną paplaninę!
- Jeśli nie chcesz to po co jej słuchasz?
- Bo drzesz swój gardziel tak głośno, że nie da się tego nie słyszeć!
- Wcale się nie drę!
- A co robisz?!
- Mówię !!
- No chyba nie!
- No chyba tak!
- Skończyliście? – Spytał cicho Blaise. Natychmiast zaległa cisza. – Jesteśmy koło przedziału dla Prefektów. W każdej chwili może wyjść to stare, zgorzkniałe babsko i dać nam w pierwszy dzień szlaban.
- Jak śmiesz nazywać panią profesor st.. – Zaczęła Hermiona, ale ktoś zatkał jej usta przyjemnie zimną dłonią. Spojrzała w górę i zobaczyła Malfoya. Kiwnęła mu głową, że będzie już cicho i chłopak może ją puścić. W tym samym momencie Zabini otworzył drzwi i wszedł do środka.
- Dzień dobry, pani dyrektor – powiedział rozglądając się po przedziale. Dużo się tu zmieniło. Nauczyciele mieli osobny wagon więc nikt nie przeszkadzał Prefektom w osobistych rozmowach. Oczywiście oprócz dyrektorki, ale ona również zawsze wychodziła gdy już powiedziała uczniom co mają robić.
- Witam, panie Zabini – odpowiedziała McGonagall i spojrzała na niego dziwnym wzrokiem. Czyżby słyszała jak się o niej wyraził? Nie, to nie możliwe. No chyba, że kupiła sobie Uszy Dalekiego Zasięgu ze sklepu Weasley’ów. Ale to też raczej nie wchodziło w grę. Więc o co jej chodziło? Popatrzył na nią jeszcze raz. Wyglądała całkiem normalnie. No może kilka zmarszczek jej przybyło. Boże, Blaise o czym ty w ogóle myślisz? Staczasz się. Zdecydowanie.
- Zebranie już się zaczęło? – Zapytał dość niepewnie.
- Tak, może pan zawołać kolegów.
Ciemnoskóry Ślizgon wyjrzał na korytarz i gestem zaprosił resztę do środka. Mruknęli coś w stylu ‚ Dzień dobry’ nie licząc oczywiście Granger, która dodatkowo dygnęła. Żenada. Weszli za dyrektorką do kolejnego pomieszczenia w którym znajdowała się reszta Prefektów i usiedli mając nadzieję, że monolog McGonagall nie zajmie im całej drogi.
- Cieszę się, że większość z was zdecydowała się kontynuować naukę – Zaczęła. – Nie będę was zanudzać, chciałam tylko przedstawić nowych Prefektów. Prefektem Gryffindoru zostanie pan Potter, jako iż pan Weasley nie wrócił kontynuować nauki. Przejdźmy do Prefektów Naczelnych. W tym roku razem z całym gronem pedagogicznym zdecydowaliśmy, że będzie dwoje Prefektów Naczelnych. Dlatego też, nie wysłałam nikomu odznaki. Nowym Prefektem Naczelnym zostaje Pan Malfoy oraz Panna Granger. Państwa miejsca zwykłych Prefektów zajmie Panna Parkinson i Panna Weasley. Zabini, nie ziewaj, już kończę. Lovegood, McMillan i reszta tam przy ścianie, idziecie patrolować wagony. Prefektów Naczelnych poproszę natomiast o zgłoszenie się do mojego gabinetu. Teraz, Malfoy. Proszę za mną.
I tak w przedziale został tylko Diabeł, Pansy, Harry i Weasleyówna. Zaległa trochę krępująca cisza.
- Pasują do siebie – powiedział nagle Blaise. Wszystkie głowy zwróciły się w jego stronę.
- Niby kto? – Zapytała Ginny.
- Draco i Granger.
- CO TAKIEGO ?! – Wrzasnęła Pansy. Takiej pary nigdy sobie nie wyobrażała. Ślizgon jednak ją zignorował i kontynuował swoje insynuacje.
- Ich trzeba ze sobą zeswatać. Smok bez problemu uwiedzie Granger, ale musi się najpierw w niej zakochać.
- Nie wiedziałem, że kiedykolwiek to powiem – zaczął dotychczas nie odzywający się Potter – ale zgadzam się z tobą, Zabini.
- Jak możesz, Harry! Gdyby Hermiona zechciała to w kilka tygodni miałaby Malfoya w garści! – Wybuchła Ruda. Wierzyła w przyjaciółkę i była pewna jej możliwości.
- Weasley ma rację. – Poparła Gryfonkę Pansy. Widocznie również miała dość tego, że jej przyjaciel codziennie zmienia laski w łóżku.
- Mogę się założyć, że Draco pierwszy sprawi by jadła mu z ręki. A poza tym faceci zawsze wygrywają zakłady, więc ta wasza Hermionka nie ma najmniejszych szans. – Powiedział Diabeł uśmiechając się w sposób typowo Ślizgoński.
- Tego już za wiele, Zabini! Twój Dracuś to zwykły tchórz, który bawi się dziewczynami! Wykorzystuje swój urok osobisty! Herm nigdy by na to nie poleciała! – Krzyknęła Ginny. Wiedziała, że robi głupotę wdając się w zakład ze Ślizgonem, ale była pewna wygranej przyjaciółki. A do tego Harry postanowił być po stronie Malfoya. No pięknie!
- Czyli co Wiewiórko? Wchodzimy w zakładzik czy może tchórzymy? – Zapytał kpiąco Blaise. Wiadomość, że Potter go popiera dodała mu odwagi. Co z tego, że Hermiona była bardzo ładna? Napewno ona pierwsza się ugnie. On nic nie miał do jej mugolskiego pochodzenia, wręcz odwrotnie, podziwiał ją za umiejętności magiczne, ale gorzej było z Draconem. Chyba nadal miał jakieś uprzedzenia, choć już dużo mniejsze niż kiedyś.
- Oczywiście, że wchodzimy! Jeszcze zobaczysz, że to my wygramy zakład! – Ruda Gryfonka uścisnęła dłoń Ślizgona. Pansy zaczynała lubić tą dziewczynę. Była pewna, że dobrze zrobiła wchodząc w ten zakład. Przynajmniej Blaise nie będzie się tak wymądrzał.
Nagle usłyszeli jakieś krzyki na korytarzu. Prefekci Naczelni wracali od McGonagall. Uczniowie szybko usiedli na swoich miejscach, udając, że nic się nie stało. To dopiero pierwszy dzień szkoły, a oni już coś przeskrobali..
==========
No i jest pierwszy rozdział. :-P

środa, 19 sierpnia 2015

Prolog

W Norze panował chaos i gwar. Co chwila ktoś wybuchał śmiechem. Powoli jednak przyjęcie zaczęło dobiegać końca i coraz więcej gości żegnało się i wychodziło. Po chwili w salonie zostały tylko dwie osoby.
- Ron, mogę prosić Cię na słówko? – zapytała Hermiona odkładając drinka na stół.
-Jasne, właściwie to też chciałem z tobą porozmawiać. – Odpowiedział Rudy wstając od stołu.
Para usiadła na sofie w kącie pokoju aby nikt ich nie usłyszał.
- Mów pierwsza/y – powiedzieli jednoczeście wybuchając śmiechem. Po chwili jednak Hermiona się opanowała.
- Chodzi o nas.. – zaczęła niepewnie. Nie wiedziała jak jej chłopak zareaguje na wiadomość, że ona już nie chce z nim być.
- Tak Hermiono, ja też myślę, że trzeba to zakończyć. – Wszedł jej w słowo Rudy. Gryfonka z wrażenia aż się wyprostowała.
- No nie patrz tak na mnie! Oboje nie czujemy się przecież szczęśliwi w tym związku. Moim zdaniem lepiej będzie jak znowu zostaniemy przyjaciółmi. Wiem, że nie byłem dobrym chłopakiem. Przepraszam. – Mruknął Ron.
- Nie myślałam, że kiedykolwiek usłyszę to z Twoich ust – Powiedziała po chwili Hermiona przytulając chłopaka.
- Hermi chodź tu! – usłyszeli nagle krzyk Pottera z kuchni – Szybko!
Dziewczyna błyskawicznie wstała i pobiegła do sąsiedniego pokoju. Ron chwycił jakieś ciastko ze stołu i ruszył w ślad za przyjaciółką.
- Malfoy’owi grozi dożywocie w Azkabanie. – Powiedział Harry wyprzedzając pytanie Hermiony. Kasztanowłosa bez słowa wyrwała przyjacielowi Proroka Codziennego i już na pierwszej stronie zobaczyła zdjęcie Draco ciągniętego przez dementory.
- Czo est? – spytał wchodzący do kuchni Ron gryząc jednocześnie ciastko.
- Malfoy’owi grozi dożywocie w Azkabanie. – Powtórzył Złoty Chłoptaś [xd]
- Dowe mu faf. – Stwierdził Rudy wciskając resztę ciasta do buzi.
- RON! TO WCALE NIE JEST DOBRZE! – krzyknęła Gryfonka łapiąc Harrego  za rękę.
- Co ty.. – zaczął Chłopiec-Który-Przeżył.
- No chyba go tak nie zostawimy! – przerwałą mu Hermiona.
- Malfoya?
- Nie kurde moją babcię!
Ron wypluł całe ciasto na podłogę wybuchając śmiechem.
- Harry szybciej! Rozprawa w Wizengamocie w sprawie Malfoya zaczyna się za 15 minut!
- Idę!
*****
 
- Prezentując Sąd Najwyższy, Wizengamot, otwieram rozprawę dotyczącą pana Dracona Malfoya. Pan Malfoy niniejszym oskarżony zostaje o bycie czynnym Śmiercożercą, wpuszczenie do Hogwartu innych Śmierciożerców narażając tym samym uczniów i nauczycieli na utratę zdrowia lub życia, usiłowanie zabójstwa Harrego Pottera i na koniec zabójstwo Albusa Persivala Wulfryka Briana Dumbledora. Czy oskarżony przyznaje się do winy?
- Ja to mogę wszystko wyjaśnić.. – zaczął blondyn, lecz natychmiast mu przerwano.
- Czyli oskażony przyznaje się do winy. Kto jest za dożywotnim umieszczeniem pana Malfoya w Azkabanie?
Cała sala uniosła ręce w górę.
- Kto jest przeciw?
- Ja – rozległ się stanowczy głos z kąta sali. – Nie sądzę aby umieszczenie Malfoya w Azkabanie choćby na jeden dzień było konieczne.
Harry pewnym krokiem wyszedł z cienia i stanął na środku sali. Zadarł głowę do góry spoglądając na oniemiałych sędziów. Uśmiechnął się lekko.
- Malfoy został zmuszony do Śmierciożerstwa kiedy był jeszcze dzieckiem. Nie mógł postawić się ojcu. Wpuścił Śmierciożerców do zamku bo Voldemort zagroził, że zabije jego i jego rodzinę. Co ty byś zrobił na jego miejscu, Korneliuszu? Z pewnością postąpił byś tak samo. Malfoy nigdy nie próbował mnie zabić. Zaklęcie Szatańskiej Pożogi w Pokoju Życzeń rzucił Crabbe. A, i byłbym zapomniał. Dumbledora zabił Snape. Widziałem to na własne oczy i nie sądzę by ktokolwiek próbował to podważyć. Tak więc proponuję Korneliuszu, abyś zrobił głosowanie jeszcze raz – Potter wiedział, że nie postępuje dobrze udając adwokata Malfoya, ale dla Hermiony zrobiłby prawie wszystko. Bardzo ją kochał. Oczywiście jak siostrę.
- K-kto je-est zz-a ? – Zapytał Knot łamliwym głosem. Harry miał nad nim ogromną przewagę.
Tym razem żadna ręka się nie podniosła.
- A k-kto prze-eciw?
Powoli ręka po ręce cały Wizengamot uniósł dłonie do góry. Były Minister Magii przełknął głośno ślinę i też uniósł lekko rękę.
- Ogłaszam zatem, że pan Dracon Malfoy zostaje uniewinniony z zarzucanych mu czynów. Dziękuję, może pan wracać do domu.
Blondyn nie za bardzo rozumiejąc co się właśnie stało, siedział jak debil na środku sali i patrzył jak metalowe łańcuchy puszczają jego sine nadgarstki. Dopiero teraz zaczęło do niego docierać, że Gryfon uratował mu życie. I to już drugi raz.
- Czyli, że … jestem wolny? – Zapytał z niedowierzaniem.
- Na to wygląda panie Malfoy. Może pan wracać do domu – powtórzył Knot wstając ze swojego miejsca. Draco również wstał i popędził za wychodzącym z sali Harrym. Trochę zajęło mu czasu zanim dogonił bruneta. Musiał przyznać, że ten kurdupel miał niezła kondycję.
- Potter stój! Stój do cholery!!
Gryfon przystanął rozglądając się za wrzaskami skierowanymi do jego skromnej osoby. W tym czasie Ślizgon lekko zadyszany dobiegł do niego.
- Co jest? – Spytał Harry.
- Jak to co jest? Chłopie uratowałeś mi życie! – krzyknął blondyn.
- Nie prawda. To Hermiona kazała mi ci pomóc. Ja tylko ukazałem moje niezwykłe zdolności adwokackie – Mruknął skromnie Harry.
- Zaraz.. Granger kazała ci mi pomóc? TA GRANGER?!
- A mówią, że jesteś inteligentny .. – Sarknał Potter – Tak, Malfoy, ta Granger. I prosiłbym żebyś był w tym roku w Hogwarcie dla niej choć trochę milszy. Wiem, że ona tego nie okazuje, ale bardzo bolą ją twoje wyzwiska. Do zobaczenia, Malfoy.
Gryfon oddalił się szybko zostawiając blondyna samego z natłokiem myśli. Czy to możliwe, że Granger.. czuła do niego coś więcej niż tylko nienawiść?
==========
Oto i jest mój pierwszy wpis.. Wiem, że nie najlepszy, ale zrozumcie, to mój pierwszy blog :-)