Draco powolnym krokiem zmierzał w stronę pociągu do Hogwartu. Do
odjazdu zostało jeszcze jakieś 10 minut, więc nie spieszył się zbytnio.
Zaczął rozglądać się po stacji w poszukiwaniu przyjaciół. Usłyszał nagle
dobrze znany mu, przyjazny, damski głos.
- Szukasz kogoś?
Odwrócił się szybko i lekko uśmiechnął.
- Owszem. Widziałaś może gdzieś niską, czarnowłosą Ślizgonkę? Nazywają ją Parkinson.
Pansy pokręciła z rezygnacją głową, lecz po chwili uśmiechnęła się serdecznie i przytuliła blondyna.
- Muszę przyznać, że bardzo się za tobą stęskniłam – powiedziała puszczając przyjaciela.
- Ja za tobą też – odparł Malfoy. – Widziałaś gdzieś Blaisa?
- O to stawia się Zabini, na każde twoje wezwanie panie.
Draco zamknął oczy i wziął głeboki oddech.
- ILE RAZY MAM CI DO CHOLERY POWTARZAĆ ŻEBYŚ NIE WYRASTAŁ NAGLE SPOD ZIEMII !!
- Przepraszam, stary, ale nie mogłem się powstrzymać – zachichotał
ciemnoskóry Ślizgon – A poza tym to gratulacje. Wiedziałem, że to ty
zostaniesz nowym Prefektem Naczelnym.
- Bardzo śmieszne, Blaise – sarknął Malfoy.
- No nie mów, że nie wiesz! – Tym razem odezwała się Parkinson.
- Niby czego?
- Że jesteś nowym Prefektem Naczelnym!
- Ale ja nim nie jestem, Pansy!
- Jesteś.
- Nie.
- Jesteś.
- Nie.
- Palant.
- Idiotka.
- Głupek.
- Debilka.
- Rozpuszczony bachor.
- Durna paniusi..
Nagle ktoś wpadł z impetem na blondyna przerywając tym samym jego
kłótnie z Pansy. Ślizgon zachwiał się lekko, ale nie upadł. Gorzej było z
drugą osobą. Odbiła się od niego i przewróciła.
- Uważaj jak chodzisz – warknął Malfoy.
- To ty na mnie wpadłeś idioto! – Krzyknęła nieznajoma otrzepując
ubranie. Chłopak od razu ją rozpoznał. To była Granger. – A dla twojej
informacji, Parkinson, to ja jestem teraz nową Prefekt Naczelną.
- Chyba w twojej głowi.. – Zaczęła Ślizgonka, ale ktoś brutalnie jej przerwał.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale pociąg za chwilę odjeżdża –
odezwała się zza ich pleców McGonagall. Miała surowy wyraz twarzy, a jej
usta zamieniły się w wąską krechę. – Na co się tak gapicie? Pociąg
odjeżdża!
Ślizgoni wbegli do pierwszego lepszego wagonu i skierowawszy się w
stronę przedziału dla Prefektów zaczęli narzekać na dyrektorkę.
- Nie rozumiem o co tyle hałasu. Pani profesor po prostu
poinformowała nas, że ekspres już rusza i żebyśmy wsiedli. Powinniście
grzecznie jej podziękować, a nie..
- Utkaj się, Granger! Mam gdzieś tą twoją bezsensowną paplaninę!
- Jeśli nie chcesz to po co jej słuchasz?
- Bo drzesz swój gardziel tak głośno, że nie da się tego nie słyszeć!
- Wcale się nie drę!
- A co robisz?!
- Mówię !!
- No chyba nie!
- No chyba tak!
- Skończyliście? – Spytał cicho Blaise. Natychmiast zaległa cisza. –
Jesteśmy koło przedziału dla Prefektów. W każdej chwili może wyjść to
stare, zgorzkniałe babsko i dać nam w pierwszy dzień szlaban.
- Jak śmiesz nazywać panią profesor st.. – Zaczęła Hermiona, ale ktoś
zatkał jej usta przyjemnie zimną dłonią. Spojrzała w górę i zobaczyła
Malfoya. Kiwnęła mu głową, że będzie już cicho i chłopak może ją puścić.
W tym samym momencie Zabini otworzył drzwi i wszedł do środka.
- Dzień dobry, pani dyrektor – powiedział rozglądając się po
przedziale. Dużo się tu zmieniło. Nauczyciele mieli osobny wagon więc
nikt nie przeszkadzał Prefektom w osobistych rozmowach. Oczywiście
oprócz dyrektorki, ale ona również zawsze wychodziła gdy już powiedziała
uczniom co mają robić.
- Witam, panie Zabini – odpowiedziała McGonagall i spojrzała na niego
dziwnym wzrokiem. Czyżby słyszała jak się o niej wyraził? Nie, to nie
możliwe. No chyba, że kupiła sobie Uszy Dalekiego Zasięgu ze sklepu
Weasley’ów. Ale to też raczej nie wchodziło w grę. Więc o co jej
chodziło? Popatrzył na nią jeszcze raz. Wyglądała całkiem normalnie. No
może kilka zmarszczek jej przybyło. Boże, Blaise o czym ty w ogóle
myślisz? Staczasz się. Zdecydowanie.
- Zebranie już się zaczęło? – Zapytał dość niepewnie.
- Tak, może pan zawołać kolegów.
Ciemnoskóry Ślizgon wyjrzał na korytarz i gestem zaprosił resztę do
środka. Mruknęli coś w stylu ‚ Dzień dobry’ nie licząc oczywiście
Granger, która dodatkowo dygnęła. Żenada. Weszli za dyrektorką do
kolejnego pomieszczenia w którym znajdowała się reszta Prefektów i
usiedli mając nadzieję, że monolog McGonagall nie zajmie im całej drogi.
- Cieszę się, że większość z was zdecydowała się kontynuować naukę –
Zaczęła. – Nie będę was zanudzać, chciałam tylko przedstawić nowych
Prefektów. Prefektem Gryffindoru zostanie pan Potter, jako iż pan
Weasley nie wrócił kontynuować nauki. Przejdźmy do Prefektów Naczelnych.
W tym roku razem z całym gronem pedagogicznym zdecydowaliśmy, że będzie
dwoje Prefektów Naczelnych. Dlatego też, nie wysłałam nikomu odznaki.
Nowym Prefektem Naczelnym zostaje Pan Malfoy oraz Panna Granger. Państwa
miejsca zwykłych Prefektów zajmie Panna Parkinson i Panna Weasley.
Zabini, nie ziewaj, już kończę. Lovegood, McMillan i reszta tam przy
ścianie, idziecie patrolować wagony. Prefektów Naczelnych poproszę
natomiast o zgłoszenie się do mojego gabinetu. Teraz, Malfoy. Proszę za
mną.
I tak w przedziale został tylko Diabeł, Pansy, Harry i Weasleyówna. Zaległa trochę krępująca cisza.
- Pasują do siebie – powiedział nagle Blaise. Wszystkie głowy zwróciły się w jego stronę.
- Niby kto? – Zapytała Ginny.
- Draco i Granger.
- CO TAKIEGO ?! – Wrzasnęła Pansy. Takiej pary nigdy sobie nie
wyobrażała. Ślizgon jednak ją zignorował i kontynuował swoje insynuacje.
- Ich trzeba ze sobą zeswatać. Smok bez problemu uwiedzie Granger, ale musi się najpierw w niej zakochać.
- Nie wiedziałem, że kiedykolwiek to powiem – zaczął dotychczas nie odzywający się Potter – ale zgadzam się z tobą, Zabini.
- Jak możesz, Harry! Gdyby Hermiona zechciała to w kilka tygodni
miałaby Malfoya w garści! – Wybuchła Ruda. Wierzyła w przyjaciółkę i
była pewna jej możliwości.
- Weasley ma rację. – Poparła Gryfonkę Pansy. Widocznie również miała
dość tego, że jej przyjaciel codziennie zmienia laski w łóżku.
- Mogę się założyć, że Draco pierwszy sprawi by jadła mu z ręki. A
poza tym faceci zawsze wygrywają zakłady, więc ta wasza Hermionka nie ma
najmniejszych szans. – Powiedział Diabeł uśmiechając się w sposób
typowo Ślizgoński.
- Tego już za wiele, Zabini! Twój Dracuś to zwykły tchórz, który bawi
się dziewczynami! Wykorzystuje swój urok osobisty! Herm nigdy by na to
nie poleciała! – Krzyknęła Ginny. Wiedziała, że robi głupotę wdając się w
zakład ze Ślizgonem, ale była pewna wygranej przyjaciółki. A do tego
Harry postanowił być po stronie Malfoya. No pięknie!
- Czyli co Wiewiórko? Wchodzimy w zakładzik czy może tchórzymy? –
Zapytał kpiąco Blaise. Wiadomość, że Potter go popiera dodała mu odwagi.
Co z tego, że Hermiona była bardzo ładna? Napewno ona pierwsza się
ugnie. On nic nie miał do jej mugolskiego pochodzenia, wręcz odwrotnie,
podziwiał ją za umiejętności magiczne, ale gorzej było z Draconem. Chyba
nadal miał jakieś uprzedzenia, choć już dużo mniejsze niż kiedyś.
- Oczywiście, że wchodzimy! Jeszcze zobaczysz, że to my wygramy
zakład! – Ruda Gryfonka uścisnęła dłoń Ślizgona. Pansy zaczynała lubić
tą dziewczynę. Była pewna, że dobrze zrobiła wchodząc w ten zakład.
Przynajmniej Blaise nie będzie się tak wymądrzał.
Nagle usłyszeli jakieś krzyki na korytarzu. Prefekci Naczelni wracali
od McGonagall. Uczniowie szybko usiedli na swoich miejscach, udając, że
nic się nie stało. To dopiero pierwszy dzień szkoły, a oni już coś
przeskrobali..
==========
No i jest pierwszy rozdział. :-P
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz